Kalendarz imprez gravelowych na Świecie

Kalendarz imprez gravelowych na Świecie

Zamiast klasycznego kalendarza imprez gravelowych na Świecie, stworzyliśmy dla Was szeroki przegląd najciekawszych imprez na świecie. Taki, który zawiera dystanse, orientacyjną liczbę uczestników i podawaną przez organizatora wysokość opłaty startowej. Wszystko po to, by było Wam jeszcze łatwiej realizować swoją pasję do piachu, kurzu i latania gravelem bez żadnych ograniczeń! Dowiedz się jakie są największe wyścigi kolarskie na szutrze!

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wygląda kalendarz imprez gravelowych na świecie,
  • które imprezy warto wziąć pod uwagę podczas planowania swojego sezonu,
  • na których trasach ścigają się ludzie z całego świata,
  • które z imprez gravelowych należą do najbardziej ikonicznych i dlaczego.

Spis treści

  1. Maraton gravelowy - przygoda i rywalizacja
  2. Ultramaratony i wyprawy gravelowe
  3. Podsumowanie

Maraton gravelowy - przygoda i rywalizacja

Ściganie na szutrach łączy prędkość kolarstwa szosowego z przygodą rodem z MTB - a wszystko to w luźnej, przyjaznej atmosferze charakterystycznej dla społeczności gravelowej.

Prezentujemy dla Was najsłynniejsze zawody gravelowe, które elektryzują tysiące zawodników i przyciągają uwagę mediów z całego świata. Jeśli kochacie dreszczyk emocji, rywalizację łokieć w łokieć i finisz na oparach sił - te imprezy są dla Was! Gwarantujemy, że zebraliśmy tylko te imprezy, których nie zapomnicie do końca życia!

Unbound Gravel (USA)

Unbound Gravel to absolutna legenda i dla wielu miłośników wyścigów szutrowych, numer jeden na gravelowej mapie świata.

Unbound Gravel co roku przyciąga tysiące kolarzy do niewielkiej Emporii w stanie Kansas. To właśnie stąd startuje główna rywalizacja - 200 mil (czyli 322 km) nieprzerwanej jazdy po pofałdowanych żwirowych drogach Flint Hills.

Choć Kansas wielu kojarzy się z płaskim krajobrazem, trasa Unbound potrafi zaskoczyć - niezliczone podjazdy, ostre kamienie i legendarny czerwony szlam, który po deszczu zamienia się w "błoto o konsystencji masła orzechowego", dosłownie zatrzymujący koła.

Każdy musi być samowystarczalny - poza punktami kontrolnymi nie ma mowy o wsparciu. To właśnie ten surowy klimat i nieprzewidywalność sprawiają, że ponad 20% uczestników nie kończy rywalizacji.

Mimo to - lub właśnie dlatego - co roku chętnych nie brakuje. W edycji 2025 na starcie stanęło ponad 5 tysięcy gravelowców z całego świata, od amatorów po światową elitę.

Żeby wystartować, trzeba mieć nie tylko formę, ale i szczęście - obowiązuje losowanie, a wpisowe za dystans 200 mil to około 295 dolarów.

Na mecie, w centrum Emporii, czekają tłumy kibiców, wielki festyn i atmosfera, której nie da się porównać z żadnym innym wyścigiem.

The Traka (Hiszpania)

The Traka to prawdziwa legenda europejskiego gravela - nazywana często „Unboundem Starego Kontynentu”.

Co roku do Girony, mekki kolarstwa w Katalonii, zjeżdżają tysiące zawodników, amatorów i fanów dwóch kółek, by wziąć udział w jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń gravelowych na świecie.

To flagowa impreza większego cyklu Gravel Earth Series, łącząca sportowy poziom z rowerowym festiwalem w najlepszym stylu.

Na uczestników czekają cztery dystanse: 100 km (1350 m przewyższenia), 200 km, wymagający 360 km oraz nowość - The Traka Adventure, czyli 560 km i niemal 10 000 m w pionie!

Trasy prowadzą przez zmienny kataloński teren - szutry, leśne singletracki, lokalne drogi i techniczne podjazdy. Dłuższe dystanse kończą się mocnym finałem z ostatnim wspinaczkowym akcentem przed zjazdem do mety w samej Gironie.

Poziom trudności rośnie wraz z dystansem: 100 km to idealna opcja dla średniozaawansowanych, 200 km i 360 km wymagają mocnej formy i techniki, a 560 km to ultramaraton dla wytrwałych.

The Traka to nie tylko wyścig, ale także "szutrowe święto" - startują tu zawodowcy i amatorzy, są pomiary czasu, kategorie wiekowe, a od 2025 także testy antydopingowe.

Dla kibiców przygotowana jest transmisja live z dronów i z ziemi, dzięki czemu mogą oni na bieżąco być ze zmaganiami swoich ulubionych zawodników.

Opłaty startowe wahają się od 100 do ok. 370 euro, w zależności od dystansu - w pakiecie: GPS, pamiątki, logistyka i niezapomniana przygoda.

Czy warto? Bez dwóch zdań! The Traka to nie tylko wyścig, ale wydarzenie, którego warto doświadczyć. Atmosfera i klimat są nie do podrobienia.

Dirty Reiver (UK)

Dirty Reiver to największy i najbardziej kultowy wyścig gravelowy w Wielkiej Brytanii. To impreza z surowym charakterem, który odpowiada trasom Anglii i Szkocji, po których wiedzie.

Nazwa nawiązuje do XVII-wiecznych „reiversów”, czyli banitów grasujących po tych terenach - i trudno o lepszą metaforę. Trasa biegnie przez dzikie, rozległe lasy Kielder Forest w północnej Anglii, niemal w całości po leśnych szutrach i utwardzonych drogach używanych przez służby leśne.

Główna pętla ma 200 km i aż 3100 m przewyższenia - to solidny dzień w siodle, często w towarzystwie typowej "angielskiej pogody".

Choć technicznie trasa nie jest trudna, długie, powtarzalne podjazdy i monotonia leśnych odcinków potrafią zmęczyć głowę bardziej niż nogi. Po drodze czekają punkty żywieniowe, a na mecie gorący posiłek, pamiątkowy kubek i przyjazna atmosfera przy Kielder Castle.

Dla mniej zaawansowanych są też wersje 130 km i 65 km, ale i one mają sporo przewyższenia.

Na starcie staje ponad 1000 gravelowców z całej Europy i USA - miejsca rozchodzą się szybko, bo to jeden z najważniejszych wyścigów gravelowych w Wielkiej Brytanii.

Wpisowe wynosi ok. £75-85 (czyli ok. 400-450 zł), a w cenie dostajesz wszystko, co potrzeba: bufety, koszulkę lub kubek, parking, myjkę i nawet prysznic po wyścigu.

Dirty Reiver to nie tylko ściganie - to dobry test przed letnimi ultramaratonami i szansa, by na własnej skórze poczuć klimat brytyjskiej dziczy. A po wszystkim? Pinta w pubie przy kominku. Lepszego zakończenia nie trzeba.

The Rift (Islandia)

The Rift to nie jest zwykły wyścig gravelowy - to epicka wyprawa przez jedne z najbardziej surowych i spektakularnych krajobrazów na Ziemi.

Rozgrywany w połowie lipca na południu Islandii, w okolicach wulkanu Hekla, przenosi uczestników w środek wulkanicznej dziczy.

Trasa liczy 200 km i wiedzie przez księżycowe pola lawy, popiołu, kamieni i lodowatych rzek. W tle parujące źródła, wulkany, lodowce i wodospady - klimat, którego nie da ci żadna inna trasa.

Choć The Rift istnieje dopiero od 2019 roku, już zyskał status jednego z najpiękniejszych i najlepiej zorganizowanych gravelowych wyścigów na świecie.

Limit miejsc - ok. 1100 - zapełnia się co roku błyskawicznie, więc z kupnem biletu trzeba się naprawdę śpieszyć.

Trasa to mieszanka wszystkiego, co Islandia ma do zaoferowania: szybki żwir, sekcje tarki, szorstki popiół wulkaniczny, trochę asfaltu i niezliczone krótkie podjazdy - łącznie daje to ok. 2000 m przewyższenia.

Pogoda? Nieprzewidywalna. Słońce, wiatr, deszcz - bywa wszystko.

Trudność? Wysoka, ale do ogarnięcia - organizatorzy przewidzieli czas do mety w granicach 12-14 godzin, więc każdy jedzie swoim tempem. Na trasie trzeba brodzić przez lodowate rzeki, co z pewnością doda Ci jeszcze więcej adrenaliny.

Mimo dystansu i surowych warunków, The Rift nie traci przyjaznego klimatu - to bardziej „racing adventure” niż sztywna rywalizacja.

Start masowy, elektroniczny pomiar czasu, kategorie wiekowe i są nagrody dla najlepszych. Dla tych, którzy chcą podziwiac widoki, w pakiecie startowym jest specjalna mapka z atrakcjami na trasie. Po wszystkim czeka impreza z koncertem i lokalnym jedzeniem - wszystko zorganizowane tak, by dać Ci maksimum emocji i wspomnień.

Koszt udziału to 300-370 dolarów, czyli ok. 1300-1500 zł - niemało, ale w cenie jest niezapomniana trasa, logistyka na odludziu, transport rzeczy na bufety i pamiątki.

Dla chętnych - wycieczki po Islandii przed lub po wyścigu. Zdjęcia z The Rift wyglądają jak z innej planety - a emocje? Trudne do opisania.

Gravel Worlds (USA)

To impreza, która trafia do zestawienia w ramach "ciekawostki".

Gravel Worlds to jedyne w swoim rodzaju mistrzostwa świata, organizowane przez… Piracką Ligę Kolarską.

Tak, dobrze czytasz - w Lincoln, Nebraska (USA), od lat rozgrywa się alternatywna wersja gravelowego championatu, z pirackim klimatem, czapkami kapitańskimi dla zwycięzców i medalami w kształcie czaszek. Brzmi zabawnie? Owszem. Ale ściganie jest jak najbardziej na poważnie.

Główna trasa to 150 mil (ok. 240 km) po falujących, niekończących się szutrach Nebraski, z przewyższeniem sięgającym 3000 m - bez gór, ale z serią krótkich, stromych hopek, które skutecznie wysysają energię. Dla najbardziej szalonych jest też ultramaraton Gravel Worlds 300 (300 mil!), a dla tych z mniejszym apetytem - dystanse 75 i 50 mil.

Startuje tu około 2500 osób z całego świata, ale klimat pozostaje kameralny i wyjątkowy. Gravel Worlds uchodzi za jedną z najfajniejszych imprez na świecie. Co ciekawe, w 2024 roku organizatorzy nie tylko przeznaczyli 100 000 dolarów na nagrody, ale też tyle samo na cele charytatywne. Oferują też darmowe starty osobom, które finansowo nie mogą sobie pozwolić na opłatę startową (ok. $90 za główny dystans).

Trasy prowadzą przez typową amerykańską prerię. Zero techniki, 100% wytrzymałości. A wszystko to w swojskim klimacie: centrum wydarzeń znajduje się na stadionie w Lincoln, a w pakiecie masz nie tylko klasyfikacje i pomiar czasu, ale też luz, śmiech i pirackie przyśpiewki. Zwycięzca nie zakłada tęczowej koszulki, tylko zostaje „Kapitanem Gravelowych Mórz” - i to mówi wszystko.

Gravel Worlds to świetny wybór dla tych, którzy chcą się pościgać, ale bez napinki UCI. To też prawdziwy festiwal off-roadu - w ten sam weekend odbywa się tam gravelowy bieg i triathlon. Jeśli marzy Ci się start w “mistrzostwach świata”, ale bez całej tej oficjalnej otoczki - Nebraska czeka.

Tuscany Trail (Włochy)

Tuscany Trail to coś więcej niż wyścig - to największy na świecie rajd gravelowy w formule bikepackingu i prawdziwa celebracja rowerowej przygody w najpiękniejszym regionie Włoch.

Co roku na przełomie maja i czerwca tysiące gravelowców zjeżdżają do Toskanii, by przez kilka dni przemierzać legendarne strade bianche, winnice Chianti, średniowieczne miasteczka i cyprysowe aleje.

Trasa liczy około 475 km i biegnie z północy na południe regionu - od wybrzeża Liguryjskiego aż po Orbetello nad Morzem Tyrreńskim. Ponad 70% trasy to szutry i drogi polne, a łączna suma przewyższeń to imponujące 8000 m. Technicznie trasa nie jest bardzo wymagająca - za to widokowo to prawdziwa pocztówka z Toskanii.

Tuscany Trail to rajd bez klasyfikacji i bez presji - każdy jedzie we własnym tempie, decyduje gdzie śpi, co je i gdzie robi przerwy.

Nie ma pomiaru czasu, numerów startowych i listy wyników - jest za to GPS, mapka i pełna swoboda. Dla jednych to wyzwanie non-stop na 30 godzin, dla innych przyjemna wyprawa rozłożona na 3-5 dni z kawą w miasteczku, pizzą na kolację i noclegiem w pensjonacie.

W 2023 na starcie stanęło ponad 3500 uczestników z ponad 50 krajów - to największa gravelowa impreza na świecie pod względem liczby uczestników.

Start odbywa się falami, a peleton rozprasza się po toskańskich wzgórzach - czasem spotkasz kogoś na trasie, czasem jedziesz godzinami sam.

Wpisowe to około 100 euro i obejmuje między innymi koszulkę, torbę, aplikację z mapą i lokalizacją uczestników oraz dostęp do finałowego afterparty. Co ważne - impreza działa non-profit i organizowana jest z pasji do bikepackingu, a nie dla zysku i widać to na trasie, bo zawodnicy są zaopiekowani od początku do końca.

Czym wyróżnia się Tuscany Trail? To la dolce vita w wersji gravel - i jeśli marzy Ci się włoska przygoda bez spiny, to ta trasa powinna być na Twojej liście obowiązkowej.

Ultramaratony i wyprawy gravelowe

Na deser (choć to raczej danie główne dla twardzieli) przedstawiamy gravelowe ultramaratony i wyprawy przygodowe.

To najdłuższe, najtrudniejsze i najbardziej epickie imprezy, gdzie do pokonania są setki czy nawet tysiące kilometrów bez wsparcia. Tu nie ma mowy o bufetach co 20 km czy spaniu w hotelu - często jedziesz non-stop, wioząc sprzęt biwakowy, zdany tylko na siebie.

Czasem rywalizacja schodzi na dalszy plan - ważniejsze jest ukończenie trasy w limicie, pokonanie własnych słabości i przeżycie przygody życia.

Silk Road Mountain Race (Kirgistan)

To brutalna, epicka wyprawa przez dzikie serce Azji. Wyścig rozgrywany jest w górach Kirgistanu i uchodzi za najtrudniejszy ultramaraton gravelowy na świecie.

Choć nazwa przywołuje romantyczne obrazy karawan na Jedwabnym Szlaku, rzeczywistość szybko sprowadza na ziemię: 1800-1900 km, 30 000 metrów przewyższenia, przełęcze powyżej 4000 m n.p.m., brak asfaltu, brak zaplecza, brak litości. Trasa co roku się zmienia, ale zawsze prowadzi przez odludne doliny, kamieniste drogi wojskowe, rzeki do sforsowania i resztki radzieckich traktów wśród bezkresu Tien-szanu.

Nie ma wsparcia. Nie ma bufetów. Nie ma taryfy ulgowej. Jedziesz non-stop - czas leci od startu do mety bez żadnych przerw, a jedyne, na co możesz liczyć to własna wytrzymałość i ewentualnie herbatka od nomadów w jurcie.

Limit czasu to 14 dni, ale najlepsi kończą w 6-8, śpiąc po 2-3 godziny na dobę, często w śpiworze gdzieś na zboczu góry. Choć nie ma oficjalnych nagród, finisz daje coś więcej niż puchar - poczucie, że zrobiłeś coś naprawdę wyjątkowego.

Startuje tu zaledwie 120-150 osób z całego świata - twardziele, ultrasi, doświadczeni bikepackerzy. W dzień potrafi być piekielny upał, w nocy - mróz, a burze śnieżne latem wcale nie są rzadkością. Nawigacja bywa trudna, a do najbliższego sklepu - dziesiątki kilometrów.

Wpisowe to około 300-400 funtów, co może wydawać się sporo, ale w zamian otrzymujesz nie tylko GPS i satelitarny tracker, ale też dostęp do wsparcia awaryjnego i… doświadczenia życia.

Silk Road Mountain Race to nie zawody dla każdego. To Everest gravela. To przygoda, która zaczyna się tam, gdzie kończy się komfort. I choć wielu nie dociera do mety, ci którzy finiszują - wracają odmienieni. Jeśli szukasz czegoś, co wystawi cię na próbę jak nic innego, SRMR czeka.

Atlas Mountain Race (Maroko)

Jeśli kręci Cię gravelowy hardcore, ale wolisz pustynne klimaty zamiast górskich śniegów - Atlas Mountain Race to wyzwanie, które powinno znaleźć się na Twojej liście.

To siostrzany wyścig Silk Road Mountain Race, organizowany przez tę samą ekipę, ale rozgrywany na styku gór Atlas i pustyń południowego Maroka.

Trasa o długości około 1200-1300 km i przewyższeniu sięgającym 20-25 tys. metrów prowadzi od Marrakeszu przez berberyjskie wioski, wysokogórskie przełęcze, suche doliny, aż po wybrzeże Atlantyku - dosłownie przecinasz cały kraj.

Format? Non-stop, bez wsparcia, zero etapów - jedziesz i śpisz gdzie chcesz (albo nie śpisz wcale), jesz to, co znajdziesz w lokalnych garkuchniach i liczysz tylko na siebie. Nie ma żadnej asekuracji - to wyścig ultra w czystej postaci.

Mimo że dystans jest krótszy niż w Kirgistanie, nie daj się zwieść: teren jest piekielnie wymagający, a 8-dniowy limit oznacza, że musisz pokonywać około 150 km dziennie w trudnym, kamienistym krajobrazie. Rano może być lód na przełęczy 2500 m n.p.m., a kilka godzin później +25°C i pustynny wiatr. Zmęczenie, brak snu, pchanie roweru po rumowiskach - to norma.

Na starcie staje około 180-200 osób, wyselekcjonowanych spośród setek chętnych. W stawce są zarówno doświadczeni ultrasi, jak i ambitni bikepackerzy, gotowi sprawdzić się w realiach z dala od cywilizacji. Asfaltu tutaj prawie nie ma - jedziesz po kamieniach, ścieżkach, wyschniętych rzekach i traktach znanych tylko lokalnym pasterzom. Po drodze śpisz w namiocie lub w prowizorycznych pensjonatach, żywisz się taginem i kuskusem, a jako soundtrack słyszysz nawoływania z minaretów i szum saharyjskiego wiatru.

Wpisowe to około 350 funtów - w cenie otrzymujesz tracker GPS, mapy, wsparcie awaryjne i kolację na zakończenie.

Atlas Mountain Race to nie tylko wyścig - to głęboka podróż przez surowe piękno Maroka. Trafisz w miejsca, gdzie nie widać nic oprócz nocnych gwiazd na niebie.

Badlands (Hiszpania)

Jeśli szukasz ultrabikepackingu z prawdziwego zdarzenia, ale nie chcesz lecieć na inny kontynent - Badlands w hiszpańskiej Andaluzji to jeden z najbardziej dzikich i wymagających gravelowych rajdów w Europie.

„The wildest gravel challenge in Europe” - tak reklamuje się impreza, i trudno się z tym nie zgodzić. To 800-kilometrowa pętla przez południe Hiszpanii, która przecina pustynie Gorafe i Tabernas i prowadzi przez wulkaniczne wybrzeże Cabo de Gata, a następnie wspina się w wysokie góry Sierra Nevada sięgające ponad 2000 m n.p.m.

Łączne przewyższenie? Około 15 000-16 000 metrów. A nawierzchnia? W 85-90% off-road - szutry, kamienie, polne ścieżki i tylko symboliczna ilość asfaltu.

Start i meta zlokalizowane są w Granadzie, u stóp ośnieżonego Mulhacéna - najwyższego szczytu kontynentalnej Hiszpanii.

Trasa zmienia się nieznacznie co roku, ale klimat zawsze pozostaje ten sam: sinusoida terenu, piekielny żar w dzień (pustynie potrafią rozgrzać się do 35°C), chłód w nocy i ograniczony dostęp do wody. To rajd z rodzaju tych, w których w połowie pytasz siebie „co ja tu robię?”, a na mecie myślisz „nigdy więcej” - po czym… zapisujesz się ponownie.

Oficjalnie to nie jest wyścig - jedziesz dla siebie, w swoim tempie, z zachowaniem zasad samowystarczalności.

Dozwolone jest jechanie solo, w parze lub małej grupce - wielu wybiera ten drugi wariant dla bezpieczeństwa i psychicznego wsparcia. Limit czasu to 110 godzin, czyli nieco ponad 4 dni. Elita kończy w ok. 45 godzin bez snu, ale większość uczestników traktuje Badlands jako przygodę życia i rozkłada jazdę na kilka dni z noclegami „gdzie się uda”.

Na starcie staje około 300-400 osób z całego świata, w tym topowi bikepackerzy. Miejsca rozchodzą się bardzo szybko, a wpisowe na poziomie 300 euro (ok. 1400 zł) obejmuje tracking GPS, ubezpieczenie awaryjne i kolację powitalną.

Co wyróżnia Badlands? Przede wszystkim klimat. Nocna jazda po pustyni tylko z latarką i rozgwieżdżonym niebem nad głową - to wspomnienie, które zostaje z Tobą na zawsze.

Kontrasty są oszałamiające: jednego dnia jedziesz przez suche, księżycowe krajobrazy, drugiego wspinasz się w zielone góry, a trzeciego lądujesz nad turkusowym morzem.

Podsumowanie

Po lekturze tego przewodnika jedno jest pewne - zawsze przyda się Ci się coś na kolejną wyprawę. Niezależnie od tego, czy Twoim celem jest morderczy ultramaraton w Kirgistanie, czy słoneczny rajd po Toskanii, sukces zaczyna się od niezawodnego sprzętu.

Tu wkraczamy my - ekipa Sprint-Rowery.pl. Kolarstwo gravelowe znamy odkąd tylko się pojawiło i doskonale wiemy, czego potrzebujesz, by każda przejażdżka dawała Ci maksimum radości z jazdy. Zapraszamy do skorzystania z naszego doświadczenia i przeżycie przygody życia na szutrach!

Do następnego!

Udostępnij ten post
Polecane produkty